18,19,20 badania kontrolne

Jak wspominałam w poprzednim wpisie, w połowie września czekały nas obowiązkowe badania w szpitalu. W środę, 18 września, o ósmej rano wstawiliśmy się na oddział VI celem pobrania krwi etc.  Drugi rok z rzędu Nikodem dzielnie zniósł pobranie krwi. Na samym początku lekko się bał, ale przytulasy mamy czynią cuda i odganiają strach. Wykonano również EKG serduszka, pobrano wymaz ( z tym jest zawsze najwięcej problemów) i zrobiono USG brzucha. W piątek natomiast miano pobrać Nikodemowi krew z paluszka, po dwóch godzinach od posiłku. Nikodem lekko zdenerwowany szedł do zabiegowego, ale pocieszałam go, ze dzisiaj nie będzie kłucia, jedynie małe kuj w paluszek by sprawdzić ile je cukierków :)) (poziom cukru). Rozczarowanie było ogromne, ponieważ poinformowano nas, że w laboratorium zepsuło się jakieś urządzenie i krew trzeba pobrać ponownie ....... i gdzie tu matki zapewnienia :(

Na szczęście Nikodem był świadkiem rozmowy i jak na pięciolatka przystało, zrozumiał i bez jakichkolwiek sprzeciwów podszedł po raz drugi do wkłucia. Uwierzcie, łezka mi się zakręciła, jakiego mam odważnego i mądrego synka. Położył rękę na oparcie fotela i ze stoickim spokojem patrzał jak pielęgniarka wkuwa mu się w  dłoń. Cudo!!! Potem udaliśmy się na ECHO serca , które zwiastowało zakończenie corocznej kontroli. Podjęto decyzję, by nie wykonywać RTG płuc (ponieważ nic poważnego nie działo się od zeszłego roku) , tylko poczekać chwilkę , aż przygotuję Lucka psychicznie na tomografię płuc ( musi bez ruchu wyleżeć, co w jego przypadku graniczy z cudem).

Szczęśliwi , ze wstępnymi dobrymi wynikami, wróciliśmy do domu.

Nasza radość nie trwała długo. W poniedziałek Nikodem wrócił ze szkoły z okropnym kaszlem. W nocy dostał lekkiej gorączki. We wtorek udaliśmy się do naszego pediatry , który stwierdził , że osłuchowo i wizualnie nie jest najgorzej. Zalecił wstrzymanie się z antybiotykiem, wzmożoną ( oczywiste) ilość inhalacji i podawanie leku na zbicie gorączki. Niestety kolejnej nocy termometr pokazał czterdziestostopniową temperaturę, którą za żadne skarby nie mogłam zbić, do tego doszedł bardzo intensywny kaszel, z gęstą i trudna do wykrztuszenia wydzieliną. Oczywiście całą noc go inhalowaliśmy, by rozrzedzić zalegający śluz, do tego zimne okłady na czoło i wątrobę. Na szczęście po 7 godzinach udało się  zbić  temperaturę do 38 stopni. Biedny, wymiotował i dusił się, co doprowadziło do pojawienia się wybroczyn na całej buźce.  O siódmej rano wyruszyliśmy do Szpitala, nie naszego najbliższego, zawsze w takich przypadkach jedziemy do Gdańska.  Spędziliśmy tam cały dzień, pobrano mu ponownie krew ( jak zawsze bohatersko się zachował) , znowu wymaz ( tu jak zawsze problem) , wykonano RTG płuc i po pól dnia tułaczki i czekania, okazało się, że na szczęście to nie zapalenie płuc, czy coś gorszego. Po prostu zachorował, jak każde zdrowe dziecko....... Doktor przypisała antybiotyk i postraszyła, że jeżeli Lucka stan się nie polepszy do piątku, to mamy przyjechać spakowani na dwutygodniowy pobyt w szpitalu.

Na prawdę, nie pamiętam swojego dziecka jeszcze tak chorego. Trzeba było go nosić, ponieważ brak mu było sił by postawić choć maleńki krok, nie odzywał się, a przecież normalnie przebija przysłowiową bielicka. Kompletnie nic nie jadł, na szczęście dużo pił.

Kiedy wróciliśmy do domu, podałam mu antybiotyk..... który wylądował na podłodze razem z wielką ilością płynów , które pił przez cały dzień. Wiedziałam, ze jeżeli  nie połknie zawiesiny, to na 100 % pakujemy się na oddział. Użyliśmy przeróżnych sztuczek i udało się w czterech 10 minutowych odstępach wlać w Lucka 8 ml antybiotyku. Niestety podaliśmy dopiero trzy  dawki ( a podawać je musimy zapewne 10 - 14 dni x 2 dziennie)  , a za każdym razem pojawia się ten sam problem - odruch wymiony.  Ciężko...

Na szczęście dzisiaj widać poprawę, ustała gorączka!!! Kaszel utrzymuje się przeokropny, trudno mu go wykrztusić, jest bardzo intensywny i gęsty, oczywiście całkowita niechęć do jedzenia. Doszedł ból gardła i strach przed kasłaniem, by nie wywołać bólu. Nadal nic nie mówi, jedynie to co musi i to szeptem. Bidulek straszny. Aż serducho boli, jak się na niego patrzy.

Jutro dzwonie do Gdańska, po wynik wymazu i resztę zeszłotygodniowych wyników . Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze i strach przed hospitalizacją odejdzie .....

Felka

 

 

26.09.2013. 16:25

Komentarz

Martulka 26.09.2013. 19:38

Trzymam kciuki całym sercem...
Będzie dobrze, musi być i obyć się bez szpitala, oby!
Tego Wam życzę.
Zdrowiejcie, ściskam!

KasiaAnia 26.09.2013. 20:33

Kochany Lucku, życzymy Ci masę zdrowia!!!! dużo siły i witalności. I przesyłamy stadko całusów!!!

Dodaj komentarz

Wypełnij formularz, pola z gwiazdką muszą zostać wypełnione!

:

:

:


wykonanie: SERWIS mukowiscydoza | Mapa strony | Loguj | Odwiedzin: Teraz: 1 | Dzisiaj: 7 | Wczoraj: 12 | Wszystkich: 157907