dawno dawno temu

Nie wiem od czego zacząć??? – spraw nagromadziło się mnóstwo.  Rozpocznę najlepiej od tego na czym skończyłam ; czyli remont – który nadal trwa . Zaplanowaliśmy dwutygodniową demolkę w domu z udziałem „urlopującego” męża i ochoczego synka

.

 

Wojtek przedłużył „wakacje”  do trzech , a końca remontu i tak nie widać – oby do zimy . Niestety rzeczywistość nawet w tak błahych i przyziemnych rzeczach jest inna – człowiek planuje, kalkuluje i wylicza maksymalną ilość godzin do wykonania zaplanowanej pracy, a tu kalkulacje w łeb biją. Pocieszające jest  to, że mieszkamy już u siebie ,  mniej, że z kurzem w tle. Kto remont przeżył ten wie, że taki stan rzeczy potrwa jeszcze jakiś czas, śmieję się – oby do Bożego Narodzenia . Reasumując : gniazdko Felków po dokręceniu kilku śrubek, dodaniu kilku warstw silikonu w niektóre szczeliny, wypoziomowaniu, zamontowaniu kilku „mniej ważnych” drobiazgów wróci do używalności w ładniejszej i przyjaźniejszej formie. Z efektu końcowego,  jesteśmy bardzo zadowoleni. Grunt to docenić własną, ciężką pracę – SATYSFAKCJA MUROWANA .

Wspominałam również o corocznym bilansie, nie mylić z bilansem Nikosiowych zdrowych rówieśników. Zeszły czwartek, piątek i po weekendowy poniedziałek spędziliśmy latając po oddziałach Szpitala na Polanki. Bagatela osiem fiolek krwi z zrośniętych i pękających żyłek  głodnego (na czczo ) trzylatka wprowadziły już z lekka znerwicowaną mamę w roztrój, nie tylko żołądka. Nie ma sensu rozpisywać koszmarnych szpitalnych przeżyć……………………………. ,

lepiej wykrzyczeć , chwalić się i rozgłaszać wszystkim, że wyniki  ( a badań było sporo)  W NORMIE  – nawet nie wyobrażacie sobie jakie to oczyszczające uczucie, łzy szczęścia musiały ze mnie wypływać długo , by znikł cały stres – jednak te łzy równają się radości – mogłabym tak co dzień. Cieszę się , że mamy to już za sobą, a kolejne tak traumatyczne przeżycia oby za rok, oby z równie satysfakcjonującymi wynikami.

Jestem z nas dumna

Jutro dodatkowo „zafundowałam” Nikodemowi badanie okulistyczne. Może niektórzy z Was pamiętają, że w okolicach roczku Lucek nosił okulary, które jakimś cudem, zgubiliśmy.  Rok temu okulistka podjęła decyzję nieingerowania we wzrok sokolo-Luckowy , jednak sugerowała koleje badanie za dwanaście miesięcy – i o to jutro będziemy. Mam nadzieję, że bez szkieł się obędzie, jeżeli nie  -  to kolejny :profesor” w rodzinie nie zaszkodzi, tym akurat przejmować nie będę  wcale.

 

Od miesiąca jesteśmy szczęśliwymi posiadaczami inhalatora nowej generacji.

 

Jest bardzo dobry pod względem medycznym na naszych mukolinków. Dodatkowo trwająca dwadzieścia minut inhalacja--- skróciła się do minut SZEŚCIU !!! Dodatkowym atutem jest jego minimalizacja iiiii zasilanie na baterię !!!!! Koszt przerażający - bagatela 1400 zł . Dzięki klientom zaprzyjaźnionych sklepów , w którym stoją puszki na rzecz Nikodema, nieosiągalny sprzęt stal się rzeczywistością i jest na wyciągnięcie ręki - korzystamy z niego codziennie. Jestem przeogromnie wdzięczna za dar pomocy, którym nas obdarowujecie. Bez ciepłych i czułych duszyczek, które wspierają nas szczególnie - nie byłoby uśmiechu i perspektywy optymistycznego  jutra. Dziękujemy , doceniamy i jesteśmy szczególnie wdzięczni............ wiara w pomoc i uczucie dobrego duszka z wyczuwalnym oddechem na karku - nieocenione!!!!

Sylwio .............. Dziękujemy !!!!!!!!

Felka

 

09.08.2011. 23:18

Komentarz

Ten temat nie został jeszcze skomentowany

Dodaj komentarz

Wypełnij formularz, pola z gwiazdką muszą zostać wypełnione!

:

:

:


wykonanie: SERWIS mukowiscydoza | Mapa strony | Loguj | Odwiedzin: Teraz: 1 | Dzisiaj: 10 | Wczoraj: 9 | Wszystkich: 157869