ODDAJ STARY TELEFON

Wolontariat w fundacji pochłania mnie znacznie. Dużo czasu trzeba mu poświęcić, ale przecież do wszystkiego ,co chce się robić z sercem, trzeba się zaangażować. Mogłabym poopowiadać o moich przeżyciach, uczuciach , obawach.  Jednak to strona Nikosia i nie ma miejsca tutaj na zwierzenia się z moich prywatnych przeżyć. Są jednak dwie rzeczy ,które są połączone z Nikosiową stroną i moim wolontariatem.

Pierwsza, to spełnienie marzenia pewnej nastolatki. Wolontariusz zawsze jest obecny przy spełnieniu. W tym konkretnym uczestniczyłam ja. Dzień wyjątkowy, radosny , spędzony z uśmiechem, jednak mnie poruszył strasznie, „odchorowałam”  go dopiero wieczorem i przez kilka kolejnych dni błądziłam myślami. Marzycielką była dziewczyna chora na mukowiscydozę. Ma piętnaście lat, ja dałabym jej maksymalnie dziewięć. Ma wszystkie objawy tej cholernej choroby, okropnie kaszle,  szczerze nie mogłam tego słuchać, myślałam , ze się dusi, powiedziała mi , że ma przewlekłe zakażenie Pseudomonas aeruginosa. Do tego przy swojej chudości ma okropnie powiększony brzuch, jest ogólnie skrzywiona, ma pałeczkowate palce,  wyniszczona jest okrutnie. Jak ją poznałam, przed oczami ukazał mi się obraz, który  ujrzałam, kiedy dowiedziałam się o chorobie Nikodema i szukałam informacji o mukowiscydozie w sieci. Właśnie tak ją opisano i tak sobie „narysowałam” chorego na CF.  Kiedy patrzę na Lucka, widzę „okaz zdrowia”, widzę pulchnego czterolatka.  Nie chcę oceniać podejścia samej chorej do mukowiscydozy, a dowiedziałam się jaki jest, bo leczymy się w tym samym ośrodku, , że jest bliskie zeru. Każdy ma wybór co i jak robić ze swoim życiem, ale już dzisiaj wiem, ze NIE POZWOLE na takie zachowanie mojemu dziecku. W życiu nie zgodzę się  na nie robienie inhalacji, drenażu, wszelkich fizjoterapii, a o przyjmowaniu niezbędnych leków nie wspomnę, tak jak to jest w przypadku poznanej nastolatki. Wiem, że rodzice młodzieży, mogą mnie sprostować, że to nie takie łatwe itd., ale sama byłam kiedyś w wieku buntowniczym. Wiem, że pomimo odrzucenia norm, kłótni i bycia najmądrzejszą, rodzice tak czy siak mieli na mnie wpływ i musiałam egzekwować ich wymagania. Kary były bolesne i uczące. Teraz jestem im za to wdzięczna i pewna jestem, że jeżeli Nikodem będzie „po mamie” kary i wymagania będzie miał z wyższej półki. Wiem, że patrząc po latach na swoje dziecko , stwierdzę, że zrobiłam wszystko , by jego życie było satysfakcjonujące i aby choroba nie przekreśliła planów i nadziei. To taki mały monolog z mojej strony, ponieważ tamto spotkanie tkwi we mnie jak cierń.  Jak można nie mieć wpływu na własne dziecko w tak ważnych sprawach: zdrowia i życia. 

Druga sprawa to kwestia pomysłów odnośnie zbierania funduszy na leczenie i rehabilitację Nikosia.  Dzięki Fundacji w głowie rodzą się nowe pomysły, na spotkaniach omawiamy ich pełno , co można zrobić, gdzie uderzać , do kogo itd. Jest tam wiele „głów”, które mają podobny cel , dobro dzieci. Rozmawiając  z jedną z wolontariuszek , powiedziała mi o możliwości oddawania starych telefonów komórkowych firmie recyklingowej , która  z chęcią je skupi, tak jak inne firmy np.: makulaturę,  inne popularne ostatnio plastikowe nakrętki, czy baterie.  Już od dłuższego czasu próbowałam znaleźć firmę, która skupi ode mnie plastikowe nakrętki, niestety ni udało mi się na takową trafić. Postanowiłam się nie poddawać i narodził się nowy pomysł, który mam nadzieję zda egzamin.  Staram się bardzo i każdy mój wolny czas poświęcam na jego realizację.  Zapraszam Wszystkich do nowej zakładki na stronie Nikodema:

AKCJA TELEFON

Ponownie, jak tylko znajdę moment napiszę, co przykrego spotkało mnie na drodze pozyskiwania starych telefonów, a co zrekompensowało wszystkie wcześniejsze nerwy.  Wynik 2:1 na Nikosiową korzyść i chęć pomocy dla tego małego kochanego smyka.

Felka

10.01.2012. 21:09

Komentarz

Martulka221 12.01.2012. 11:15

Wstrząsająca historia... naprawdę!
Ja co prawda znam jedną osobę chora na mukowiscydozę (osobiście), to chłopak, który ma ponad 20 lat i jak na stadium zaawanswoania choroby wygl ada i radzi sobie dość dobrze. Nawet prawo jazdy robi :)
Może słabe porównanie, ale naprawdę jest samodzielny, mimo duszności, które musi zwalczać i tlenoterapii.

Zgadzam sie w 100%,że jednak powinno sie miec wpływ na dziecko!
Gdyby nie moi rodzice, tez mogłam poełnic najwiekszy błąd mojego życia i zrezygnować z chemioterapii, co przychodziło mi na mysl za każdy razem kiedy patrzyłam na swoją łysą głowę i patrząc na ludzi spacerujących za oknem szpitalnej sali - zdrowych ludzi!
Jednak poniekąd zmuszona momentami do walki, musiałam poddać się temu, co było konieczne i teraz jestem im za to wdzięczna.

Po prostu czasem trzeba zawalczyc nie tylko o dziecko, ale tez ZA DZIECKO!

Trzymam kciuki za Lucusiową przyszłość i terźniejszość. Jestescie niesamowici i takie tez życie będzie miał Wasz mały Książe :*
Buziaki, przytulaski i pozdrowienia ze śląska :*:)

Dodaj komentarz

Wypełnij formularz, pola z gwiazdką muszą zostać wypełnione!

:

:

:


wykonanie: SERWIS mukowiscydoza | Mapa strony | Loguj | Odwiedzin: Teraz: 1 | Dzisiaj: 7 | Wczoraj: 12 | Wszystkich: 157907