Pojawiam się i znikam i znikam...

Mukowiscydoza po raz kolejny pokazuje jaka jest nieobliczalna.

Zaczęło się od piątku, kiedy to Nikodem wstał z zielonym katarem i kaszlem. Przeraziłam się strasznie, bo nigdy nie było tak, by od razu wydzielina była zielona.... Ale po ..... 3 godzinach z ciężko kaszlącego i zaflegmionego  dziecka narodził się zdrowy pięciolatek.  Skumaj te kocie ruchy - bym humorystycznie powiedziała. Cóż mogłam robić - tylko cieszyć się z takiego przebiegu.

Sobota minęła nawet nawet, lekki kaszel, ale wszystko pod kontrolą. Za to niedziela, za to niedziela będzie .... powrotem choróbska. Kaszel nasilił się do wielkich rozmiarów. Noc z niedzieli na poniedziałek nieprzespana, bynajmniej przeze mnie, bo matka kura oczywiście inhaluje swoje dziecie, by ustrzec przed urodzeniem się czegoś poważniejszego. Na szczęście nie było innych objawów, zero gorączki, kataru, apetyt świetny, łobuzowanie też na wysokim poziomie. Poniedziałek ciągły kaszel, telefon do poradni z zaleceniami i dawkami antybiotyku na wszelki wypadek. Kolejna noc..... chyba jedna z gorszych. Lucek kaszlał okropnie, niestety sucho i dusząco. Gdyby był starszy pewna jestem , że przy takim ataku doszłoby krwioplucie . Inhalacje na przemian lekiem rozkurczowym, alergicznym ( bo może taki powód kaszlu)  sterydami i solą fizjologiczną. Nareszcie nadszedł ranek, na 9,10 byliśmy umówieni do pediatry . Oczywiście osłuchowo nic, nawet leciutkiego świstu, gardło czyste..... Fatamorgana jakaś. Najdziwniejsze jest to, że w  poniedziałek  kaszel był sporadyczny, a dzień wcześniej nieustanny. Bałam się nocy, bo bardzo często zdarza się, że jak tylko Lucek zaśnie budzi się kaszel.  O dziwo, noc bez nawet jednego kaszlnięcia.

Ja nie wiem, po prostu nie wiem co to było. Dwa dni Nikodem prawie płuca wypluwał, antybiotyk czekał w pogotowiu i jedynie "coś" we mnie kazało wstrzymać się jeszcze dzień, i nagle - cudowne ozdrowienie. Kaszel sporadyczny, w nocy w ogóle. Tylko dziękować, że tak , mam nadzieję, historia zaostrzenia  się skończyła.  W pewnym momencie, kiedy było bardzo źle, znowu miałam etap : czemu Nikodem, czemu my. Choroba budzi się i daje nam w kość. Nienawidzę MUKOWISCYDOZY, NIENAWIDZĘ!

 

Lucek dzielnie uczy się rehabilitacji przy pomocy Acapelli...

 

Pilny uczeń, odrabia pracę domową :))

 

Felka

30.10.2013. 08:12

Komentarz

Ten temat nie został jeszcze skomentowany

Dodaj komentarz

Wypełnij formularz, pola z gwiazdką muszą zostać wypełnione!

:

:

:


wykonanie: SERWIS mukowiscydoza | Mapa strony | Loguj | Odwiedzin: Teraz: 1 | Dzisiaj: 10 | Wczoraj: 9 | Wszystkich: 157869